Maryja wzięta do nieba z duszą i ciałem

Wniebowzięcie Maryi to moment, w którym Kościół przesuwa nasze myślenie do przodu, ku przyszłości, i to bardzo radykalnie. W osobie Maryi ukazuje nam rzeczywisty cel, ku któremu dąży nasze życie. Bo kiedy gromadzimy się by przeżywać prawdę o tym, co spotkało Matkę Boża, to stajemy przed koniecznością spojrzenia na to, co czeka i nas.
Ale zacznijmy od Maryi.
Pismo Święte nic nie mówi o tej tajemnicy. Nie wspomina o tym wydarzeniu nawet św. Jan, który wziął Maryję pod opiekę, jako swoją Matkę, już na Golgocie. Ostatnim wydarzeniem biblijnym, w którym spotykamy Maryję, jest Pięćdziesiątnica – zesłanie Ducha Świętego. Obraz niewiasty, obleczonej w słońce i koronę z gwiazd, który słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, to prorocka wizja dotyczą zarówno Maryi, jak i Kościoła. Ten właśnie obraz wnosi przekonanie, że koniec życia ziemskiego Maryi i Jej ostateczne przeznaczenie jest – z puntu widzenia zwyczajnego człowieka – wyjątkowe. Samo objawienie biblijne milczy o tym fakcie. Jest wiara, przekonanie Kościoła od samego początku, że Maryja nie umarła. Chrześcijański Zachód i Wschód różnie nazywają, ale w wymowie zgadzają się w tym, że Maryja już w pełni – czyli z duszą i ciałem – przeżywa zbawienie, wspólnotę w Bogiem.
Skąd to Jej wyróżnienie? Św. Jan z Damaszku – wielki krzewiciel prawdy o wniebowzięciu – pisze: „Wypadało, aby Ta, która wydając na świat Zbawiciela, zachowała nieskalane dziewictwo, także po śmierci pozostała nietknięta skażeniem ciała. Wypadało, aby Ta, która w swym łonie nosiła Stwórcę, jako Dziecię, została przyjęta do Boskich przybytków. (…) Wypadało, aby Matka Boga miała wszystko to, co należy do Jej Syna, aby jako Matka i Służebnica Boga była czczona przez wszystkie stworzenia”. Do mnie bardziej przemawia tekst św. Grzegorza z Nyssy, który pisząc o powodach, dla których Maryja została wzięta do nieba, odpowiada: Bóg nie mógł się doczekać na swoją Oblubienicę, tak bardzo w miłości chciał Ją mieć w swojej chwale, że „nie czekając” na powszechne zmartwychwstanie ciał, wziął Ją – z duszą i ciałem – do nieba. Tęsknota Boga i Jego pragnienie, by człowiek doświadczał w pełni Jego życia – to moment, w którym prawda o wniebowzięciu Maryi zaczyna dotyczyć także nas.
Zastanawiałem się, dlaczego papież Pius XII w roku 1950 zdecydował się ogłosić jako dogmat prawdę o wniebowzięciu Maryi. Prawda ta nie była specjalnie odrzucana, raczej istniało przekonanie o jej słuszności. W kościele tak, ale świat po doświadczeniu II wojny – faszyzmu i nazizmu, wtedy zmagał się wciąż z komunistyczną ideologią, która w tamtym czasie zbierała żniwo także na tych ziemiach. Wydaje mi się, że w ogłoszeniu właśnie wtedy tej prawdy jako dogmatu papież nie tyle mówił o Maryi, ile przypominał światu prawdę o człowieku i jego przeznaczeniu: Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem, i ta perspektywa to cel każdego człowieka, także każdego z nas.
Wniebowzięcie głosi prawdę o ludzkiej duszy. o tym, że człowiek to nie tylko materia, nie tylko siła robocza, nie tylko członek tej czy innej rasy – a tak widziały człowieka totalitarne systemy. Człowiek to nie tylko element ekonomicznej układanki, nie tylko nabywca, wytwórca, nie tylko ciało, które widać. To osoba, to istota o swojej godności, to istota duchowa, która najpełniej doświadcza radości w relacji do Boga. Dzisiaj każdemu z nas Kościół w tajemnicy wniebowzięcia przypomina o duszy.
Ale wniebowzięcie to także przypomnienie prawdy o ludzkim ciele, o jego wiecznym przeznaczeniu. Ciało – choć w nim dotyka nas rzeczywistość grzechu – nie jest złe, nie jest gorsze. Ono także ma doświadczyć życia wiecznego. Prawda o wniebowzięciu Maryi poucza nas o szacunku do ciała, o konieczności troski o nie. W nim – choć przemienionym, ale tym samym ciele – będziemy przez wieczność doświadczać radości nieba.
Bo wreszcie Wniebowzięcie głosi prawdę o niebie. Prawdę o tym, że doczesność to etap, a nie cel ostateczny. Losem człowieka nie jest kurczowe trzymanie się tego świata, ale takie życie na nim, by to prowadziło go do nieba – czyli życia w Bogu na wieki. Tymczasem życie wielu ludzi wygląda tak, jakby byli nieśmiertelni, jakby gromadzone bogactwo czy zdobywana władza miały trwać bez końca. Bóg ukazuje się zaś jako ten, który „bogatych z niczym odprawił”, który „strącił władców z tronu”. Który – i to najistotniejsze – „dla nas stał się ubogim”.
W roku 1973 został nakręcony polski film o – jakże pasującym do dzisiejszej uroczystości – tytule „Wniebowzięci”: film o dwóch prostych mężczyznach, którzy wygrywają dużą sumę w totka. Wygraną postanawiają przeznaczyć na pierwszą w życiu podróż samolotem. Latają po kraju, podrywają dziewczyny, odwiedzają kolegę z wojska. Pieniądze pozwalają im stać się na moment kimś innym, niż byli na co dzień. Ostatecznie okazuje się, że poszukiwane i kosztowane przyjemności nie dają im oczekiwanego szczęścia.
Dziś Kościół mówi nam byśmy poparzyli w niebo, nie tylko dlatego, że tam jest Maryja, nasza Matka, ale dlatego – może przede wszystkim dlatego – że to również kierunek naszego życia.
Maryja w swoim hymnie wielbi Boga, bo „uczynił Jej wielkie rzeczy (…) i wejrzał na pokorę swojej służebnicy”. Niech On – Ojciec miłosierdzia – wejrzy i na nas, a Maryja Wniebowzięta niech nas wspiera w naszej drodze do Niej, w naszej drodze do nieba.

wygłoszone 21 sierpnia 2016 roku w kościele w Blatnej (Czechy)

Pin It on Pinterest

Udostępnij

Jeśli podobał CI się ten post, podziel się nim!