Jan Prodomos

Dzisiejsza uroczystość przenosi nas do domu Elżbiety i Zachariasza, do domu, w którym panuje radość z narodzin dziecka. Jan, którego nazywamy Chrzcicielem i którego narodzenie dziś świętujemy, był dzieckiem chcianym, upragnionym, wymodlonym. Jego rodzice modlili się o niego przez wiele długich lat. I kiedy coraz bardziej posuwali się w latach, a Bóg zdawał się nie słyszeć ich modlitw, to prawdopodobnie coraz bardziej, choć z bólem serca, przygotowywali się na ostateczne pogrzebanie swoich nadziei.
Jakże wielka, wprost nieopisana musiała być ich radość, gdy się okazało, że ich marzenie jednak się spełni. I nawet jeśli po ludzku rzecz biorąc, wydawało się to wszystko niemożliwe, nawet jeśli okoliczności narodzin tego dziecka owiane są tajemnicą i towarzyszą im różne dziwne wydarzenia, to jednak jego rodzice – tak samo jak wszyscy rodzice – zaczynają snuć plany, wyobrażają sobie przyszłe jego życie. Samo imię ich syna – Jan – wyraża tę wielką radość – „Bóg jest łaskawy”
Przede wszystkim jednak dziękują Bogu za to, że zostali rodzicami, że Bóg uwolnił ich od hańby bezdzietności, bo tak ją w tamtych czasach traktowano. Dzień narodzin Jana był dla nich dniem wyzwolenia. I wtedy – jak słyszeliśmy – pada pytanie, które w tej czy innej formie jest zadawane przy narodzinach: kimże będzie to dziecię? Możemy przypuszczać, że Zachariasz – dumny i szczęśliwy ojciec – wyobrażał sobie od razu, że Jan pójdzie kiedyś w jego ślady i tak jak on zostanie kapłanem, bo w tamtych czasach kapłanem zostawało się przez pochodzenie, przynależność do kapłańskiego rodu. Widział już Jana w świątyni, składającego Bogu ofiary przebłagalne za grzechy ludu. Jan byłby wtedy – tak jak jego ojciec – blisko Boga i cieszyłby się powszechnym szacunkiem i wysoką pozycją w społeczeństwie. Poza tym w Janie i jego potomstwie – według ówczesnych wyobrażeń – Zachariasz żyłby dalej, co dla ludzi tamtej szerokości geograficznej było niezmiernie ważne. Jan – męski potomek – stanowił przedłużenie rodu. Z całą pewnością rodzice Jana wiązali też z jego narodzinami całkiem przyziemne nadzieje, licząc po cichu na to, że ich syn zatroszczy się kiedyś o byt materialny swoich starych rodziców.
Rozumiemy zatem ogromną radość Elżbiety i Zachariasza z narodzin ich dziecka, które dziś w liturgii uroczyście wspominamy. Kościół zaś do dzisiaj w codziennej Liturgii Godzin, w jutrzni, powtarza pieśń dziękczynną Zachariasza, zaczynającą się od słów: “Błogosławiony Pan, Bóg Izraela”. Narodziny Jana były wielkim błogosławieństwem Boga dla jego rodziców i dla Kościoła.
Kimże będzie to dziecię? Wiemy, że plany tych szczęśliwych rodziców nie spełnią się. Jan zamiast kapłanem zostanie prorokiem. Nie będzie składać Bogu ofiar, lecz będzie głosić słowo Boże. Stanie się ostatnim z proroków, tym, który wskaże Baranka Bożego – Jezusa, Zbawiciela.
W tradycji zachodniego chrześcijaństwa nadajemy Janowi przydomek Chrzciciel, upamiętniając w ten sposób wydarzenie chrztu Jezusa i moment, w którym Jan ukazuje Go jako Mesjasza. Na Wschodzie Jan otrzymuje tytuł prodromos – biegnący przed. To pełniej ukazuje jego misję. Biegł on jako zwiastun nadejścia Pana. ale biegł także jako ten, który wierny misji proroków, przypomina Boże prawo.
Pytanie: kimże będzie to dziecię możemy dziś w XXI wieku zmienić na inne: Kim był Jan Chrzciciel? Jakim był jako poprzednik Jezusa i ostatni z proroków? Czy dziś ktoś taki jak Jan jest nam potrzebny? I jakim musiałby być człowiek, na miarę Jana Chrzciciela?
Jan, syn Zachariasza i Elżbiety to człowiek z czystą przeszłość, to znaczy czyste serce i czyste ręce, do tego stopnia, aby mógł otworzyć swoje życie przed ludźmi, nie bojąc się, że zostanie z niego wydobyte coś kompromitującego. To musi być człowiek o kryształowym sercu, o kryształowej przeszłości. A jest to tym trudniejsze, że ten człowiek wzrasta w społeczeństwie, które za chleb powszedni uznaje kompromis i różne formy współpracy ze złem. Stąd też, w tym momencie, kiedy się pojawia, budzi zdziwienie, że w ogóle w takiej sytuacji jest możliwe tak wspaniałe życie. Większość bowiem w takim społe¬czeństwie uważa, że zachowanie uczciwości jest niemożliwe.
Drugi rys – musi miłować prawdę i budować swoje życie wyłącznie w oparciu o prawdę. Jakiekolwiek kłamstwo, jakakol¬wiek próba gry, aktorstwa, politykowania jest zaprzeczeniem autorytetu moralnego. Dlaczego? Ponieważ, każde, nawet naj¬mniejsze kłamstwo niszczy zaufanie, a ono właśnie jest fun¬damentem autorytetu moralnego.
Następny rys charakterystyczny – to musi być człowiek o wielkich wymaganiach stawianych sobie i innym, z tym, że wymagania te muszą być realne i mądre. Nie ma mowy o żadnej odnowie moralnej bez wielkich wymagań. Każdy mądry człowiek winien to dostrzec. Jan Chrzciciel, kiedy się pojawił, prowadził niezwykle ascetyczne życie. Odziany w koc z sierści wielbłądziej, przepasany pasem, a do spożycia miał to, co daje pustynia. I mimo, że prowadził takie surowe życie, gromadzą się wokół niego tłumy słuchających ludzi i rzesze uczniów gotowych naśladować styl jego życia. Człowiek wielkich wymagań.
Bezinteresowność. Najmniejszy ślad interesowności, podej¬mowanie jakiejś akcji dla pieniędzy czy udowodnienia własnego zwycięstwa, przekreśla autorytet moralny. Człowiek, który po¬dejmuje służbę wielkim wartościom musi być całkowicie bezin¬teresowny. On płaci nie licząc na żaden zysk.
Kolejna cecha – musi umieć kochać każdego człowieka. Każdego: ojca i matkę, żonę i dziecko, mordercę i świętego, swojego odwiecznego wroga i swojego przyjaciela. Bo tylko wtedy, kiedy potrafi kochać, potrafi wzbudzić siłę twórczą i jednoczącą we wspólnocie, w której żyje. Jeśliby tej miłości zabrakło, zamiast jednoczyć będzie dzielił, a wtedy jego auto¬rytet moralny stopnieje bardzo szybko.
Ostatni element – odwaga. Nie wystarczy samo umiłowanie praw¬dy, ale człowiek o wielkim autorytecie moralnym musi umieć bronić sprawiedliwości i prawdy, nawet narażając siebie. Żyje bowiem dla wielkich wartości. Te wartości są dla niego ważniej¬sze aniżeli życie. Stąd też taki człowiek jest w swoim środowisku zawsze sumieniem. Przez niego Bóg przypomina podstawowe zasady życia. I to jest bodaj najtrudniejsza funkcja człowieka o wielkim autorytecie moralnym – być sumieniem, bez względu na konsekwencje, nawet takie, jak w wypadku Izajasza, Jana Chrzciciela czy samego Chrystusa.
Dziś Jan Chrzciciel staje przed nami jako wzór, bo dziś takich ludzi nam potrzeba. O czystej przeszłości, miłują-cych prawdę, mądrze odważnych, o wielkich, ale roztropnych wymaganiach, bezinteresownych, ludzi, którzy potrafią kochać każdego człowieka. Oto sześć zasadniczych wartości człowieka, który posiada autorytet moralny. Na takich ludziach dopiero można budować wspaniałą rodzinę, dobrą szkołę, wzorowy szpital, uczelnię, zakład pracy i porządek na ulicy. Moralnego zła nigdy nie da się przezwyciężyć siłą. Można je przezwyciężyć wyłącznie dobrem i miłością.
Dziś Jan Chrzciciel staje przed nami jako wzór dla nas, wzywa nas do umiłowania prawdy, bezinteresowności, wzywa do miłości każdego człowieka, do mądrej odwagi. Kto z nas nie chciałby posiadać tych cech? Uczmy się od Jana bycia dziś prorokami w naszych rodzinach, miejscach pracy, w zadaniach społecznych jakie pełnimy. Uczmy się, by jak on zasłużyć na miano prodromos – idących przed i prowadzących do Jezusa, jak to czynił patron naszego miasta. Bo o to chodzi w chrześcijaństwie – siebie i innych prowadzić do Jezusa.

wygłoszone 24 czerwca 2012 roku w kościele w Mysłowicach – Bończyku

Pin It on Pinterest

Udostępnij

Jeśli podobał CI się ten post, podziel się nim!